Wojnę dopalaczom rząd wypowiedział jeszcze 15 lat temu. Nowe regulacje miały zakazać handlu, jednak zarówno w 2010 jak i w 2015 roku, gdy znów liczba zatruć dopalaczami wzrosła, obrotu szkodliwymi substancjami nie udało się zatrzymać.
Dziś, wbrew temu, co sądzi wielu rodziców nastolatków, zagrożenie nie minęło. Główny Inspektorat Sanitarny alarmuje, że liczba zatruć dopalaczami rośnie. Najczęściej trafiają one w ręce dzieci i nastolatków.
100 zatruć dopalaczami wśród dzieci
Jak podaje GIS, w całym 2024 roku odnotowano 2700 przypadków zatrucia dopalaczami. To aż o 40% więcej niż rok wcześniej. Niestety zakazane substancje bardzo często trafiają również do dzieci.
Trudno podać dokładne dane na temat tego, ile osób nieletnich sięga po dopalacze, jednak rośnie liczba tych, którzy trafiają do szpitali.
− Wśród nastolatków częściej widzimy osoby pod wpływem środków psychoaktywnych niż pod wpływem alkoholu
- mówi lek. Szymon Michniewicz ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Zielonej Górze w rozmowie z „Faktami” TVN.
W ubiegłym roku nieletnich, którzy z objawami zatrucia trafili na oddział szpitalny była setka.
Najgorzej sytuacja wygląda w województwach małopolskim i lubuskim. Podczas gdy w reszcie kraju liczba zatruć dopalaczami wzrosła rok do roku o 40%, tam wzrost wynosi 65%.

Coraz trudniej leczyć zatrucia dopalaczami
Jak wynika z raportu ESPAD 2024, młodzi ludzie coraz rzadziej sięgają po tytoń, za to coraz częściej po różnego typu substancje psychoaktywne. Niestety zwykle nie wiadomo, jakie konkretnie substancje zażywają, bo tych nie wykrywają stosowane obecnie testy narkotykowe.
To sprawia, że gdy dziecko trafi do szpitala nie wiadomo, czym je leczyć. Lekarze wiedzą jedynie, że nastolatek coś zażył, bo wskazuje na to jego stan, jednak najczęściej nie wiadomo, jakie jest źródło dopalaczy, bo sprzedaż odbyła się przez internet. Nie wiadomo, jakie substancje znalazły się w dopalaczu, który zażył.
Dopalacze są bardzo niebezpieczne i wciąż groźne. Nigdy nie wiadomo, jak organizm na nie zareaguje, dlatego nigdy nie można wykluczać zgonu.
− Albo układ krążenia nie wytrzymuje z powodu zbytniego obciążenia pracy serca, zbyt wysokiego ciśnienia, albo po prostu przestajemy oddychać, jak w przypadku środków odurzających. W cztery minuty dochodzi do zatrzymania krążenia i do zgonu. Tak że dzieje się to, niestety, bardzo szybko i dotyczy to właśnie młodych, bardzo młodych ludzi
- mówi dr Eryk Matuszkiewicz, toksykolog ze Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei w Poznaniu.
„Pamiętaj: Nigdy nie wiadomo co dokładnie zawiera dany „dopalacz” 💊 Pod tą samą nazwą mogą występować zasadniczo różne substancje chemiczne‼️” - czytamy w komunikacie Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologiczna w Sanoku.